Wietnam
Po pierwsze należy pamiętać, że Wietnam to nie tropiki. A dokładniej północna część. Od Hoi An w górę rozróżnia się 4 pory roku – podobnie jak u nas w Polsce. Oczywiście zimy nie są aż tak srogie, w domach nie ma kaloryferów (na ratunek zziębniętym turystom polecam podgrzewane koce oraz klimatyzacja z funkcją ogrzewania), ale w górach temperatura w grudniu-styczniu może spaść poniżej zera. Na południu są 2 pory roku – sucha i deszczowa, czyli tak jak w Tajlandii czy Kambodży.
Północ najlepiej zwiedzać od kwietnia do października, a południe praktycznie przez cały rok (pamiętając, że od maja do października trwa pora deszczowa).
Mui Ne – to kitesurfing, wydmy, kaniony oraz idealne połączenie ciszy i spokoju z turystycznym zgiełkiem. Piękna okolica, warto wynająć skuter i udać się w kilka miejsc (na białe i czerwone wydmy, do kanionu, wioski rybackiej). Wizyta w restauracji, w której można zjeść grillowanego krokodyla czy strusia – obowiązkowa.
Sapa – wysokie góry i setki pól ryżowych to zdecydowanie widok zapierający dech w piersiach. W dodatku na trekking można udać się z jedną z przewodniczek, które opowiedzą nam o tutejszych mniejszościach etnicznych, zwyczajach i tradycjach.
Hoi An – Jedno z najbardziej uroczych miast na świecie. W dodatku lokalna kuchnia jest wprost wyśmienita. Można godzinami spacerować po małych uliczkach, odwiedzając różnego rodzaju zabytki, w przerwach próbując tutejszych potraw. Pobliski kompleks świątyń to wietnamski odpowiednik Angkor Wat – na pewno nie rozczaruje żadnego miłośnika historii (podobał się nawet takim laikom jak ja). Kolejną zaletą są lampiony, z wyrobu których słynie całe miasto – nocą jest tam naprawdę magicznie!
Related