Dodane przez  
iOco
  dnia 08.11.2018r
komentarzy

Mołdawia, kraj w którym nie ma nic do zobaczenia

Mołdawia

W Mołdawii jest po prostu ładnie. Tak zwyczajnie. Już od pierwszych chwil po przekroczeniu granicy Mołdawia z okien samochodu wypada naprawdę korzystnie – nie ma gór, jest za to pełno pagórków. A na tych pagórkach bezkresne pola. A na tych polach rośnie zboże. I nie tylko, a może przede wszystkim – słonecznik, którego ogromne połacie w sierpniowym słońcu wyglądają niesamowicie. Do tego lipy, olchy, brzozy – niby wszędzie tak jest, ale dopiero tu zwróciłem uwagę na przydrożne drzewa. A jeśli mało wam natury – co kilkanaście kilometrów znajdziecie przydrożne stawy, w których miejscowi łowią ryby, ale nie ma też specjalnego problemu, by się trochę w niej ochłodzić.

 
W Mołdawii jest też tanio. Cena litra dieselka to jakieś 3,50 zł w przeliczeniu na nasze. Żarcie i picie też tanie. W Kiszyniowie trochę drożej, ale i tak to jeden z niewielu krajów, gdzie Polak ze średnią krajową na łapę może poczuć się jak Wielkie Panisko.
 
Kiszyniów. Cytując klasyków z przewodnika po Czarnogórze, którzy napisali, że „Podgorica nie jest najpiękniejszym miastem świata”, równie dyplomatycznie należy wypowiedzieć się o Kiszyniowie. Właściwie wszystkie najważniejsze zabytki mieszczą się przy głównej alei Stefan cel Mare – tu jakaś prawosławna katedra, tam jakiś pomnik, obok jakiś pałac. I to właściwie tyle. Choć aby zachować sprawiedliwość trzeba przyznać, że w Kiszyniowie można znaleźć przywoite kafejki, które od biedy można nazwać hipsterskimi. A naszym małym odkryciem był zaskakująco dobry mikrobrowar o jakże oryginalnej nazwie „Beer House”.
 
Mołdawskie wino, które jest dobre i tanie, jak w przysłowiu. Ale w przeciwieństwie do przysłowia, to jest NAPRAWDĘ dobre. A tak się szczęśliwie składa, że w pobliżu Kiszyniowa są dwie najbardziej znane winnice: Cricova i Milestii Mici. I byłoby dobrze, gdybyście na swojej mołdawskiej trasie odwiedzili choć jedno z tych miejsc. Pamiętajcie jednak, że w sezonie nie da się tam pojechać na pałę i wejść z marszu, trzeba wcześniej zarezerwować wizytę, najlepiej telefonicznie. I najlepiej zrobić to minimum dzień wcześniej, bo jak już te tłumy turystów przyjadą do Mołdawii (hehe) i zobaczą, że nic tu nie ma, to w sumie słusznie konstatują, że pozostaje im się jedynie ubzdryngolić winem.
 
Obie mają swoich zwolenników, aczkolwiek z szybkiej ankiety wśród hotelowych recepjonistek wyszło nam, że fajniejsza jest podobno Cricova, która dysponuje największymi piwnicami na świecie (wpisane do księgi rekordków Guinessa, co dumni Mołdawianie podkreślają na każdym kroku). Ostatecznie wylądowaliśmy w Milestii Mici i to z bardzo prozaicznego powodu: wszystkie miejsca w drugiej winnicy były już zajęte Swoją drogą, Milestii też dzierży rekord Guinessa: najwięcej butelek wina składowanych pod ziemią (oficjalnie 1,5 miliona w tunelach o długości 55 kilometrów). A takich alkoholowych rekordów jest więcej: jeśli przypadkiem zahaczycie o Naddniestrze, możecie wpaść do miejscowości Tirnauca (tuż obok Tyraspola), gdzie znajduje się…muzeum mocnych alkoholi, zlokaliowane w – tak, zgadliście – największym na świecie budynku w kształcie butelki (ma 28 metrów wysokości).

Mołdawia dostała rykoszetem od Gorbaczowa. Ok, co może być ciekawego w zwiedzaniu winnicy? Ano, jest kilka smaczków, o których rzeczowo opowiada pani przewodnik. Pokazuje np. specjalne schowki przeznaczone głównie dla rosyjskich i chińskich bogaczy, którzy kupują tu wino i kilka razy do roku przyjeżdżają tu na degustację. Czemu tak? Jeśli wierzyć naszej przewodniczce, wino najlepiej smakuje właśnie w warunkach tunelowych, a jego transport bardzo negatywnie wpływa na smak. Albo specjalną ukrytą komnatę, wybudowaną w związku z wprowadzeniem przez Michaiła Gorbaczowa ustawowej prohibicji w 1985 roku. Prohibicja, a właściwie mocne ograniczenie spożycia mocnych trunków miało na celu walkę z alkoholizmem w ZSRR – w tym czasie przeciętny Homo Sovieticus spożywał do 20 litrów czystego alkoholu rocznie! Wprowadzone zmiany były dość drakońskie – wprowadzono talony mające ograniczyć spożycie do 4 butelek na głowę miesięcznie. Oczywiście, nie powstrzymało to dzielnych mieszkańców ZSRR, bo jak grzyby po deszczu zaczęły rosnąć nielegalne bimbrownie.

A w wyniku prohibicji najmocniej rykoszetem dostała Mołdawia, w której urzędowym prikazem karczowano przydomowe winnice i niszczono składowane z pietyzmem butelki wina. Stąd pomysł na budowę wiekiej ukrytej sali, gdzie złożono część butelek, które miały doczekać lepszych czasów. Te nastąpiły dość szybko, bo Gorbaczow już w 1987 r. cofnął wcześniejszy dekret i prohibicję zniesiono.

To jak to było z tymi cudami Mołdawii? Najbardziej reklamowany jest Stary Orgiejów, czyli Orheiul Vechi – zespół wykutych w skale monastyrów, całkiem malowniczo położonych na wzgórzu w dolinie rzeki Raut…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x