komentarzy
Certyfikaty przyznawane są za wyprodukowanie każdej „zielonej” kilowatogodziny, po czym można je sprzedać na Towarowej Giełdzie Energii. Spółki energetyczne i przemysł mają obowiązek je wykupywać (a konkretniej – umarzać po wykupieniu). Celem tych rozwiązań była poprawa opłacalności produkcji energii z OZE i zachęcanie do inwestowania w rozwój tej technologii – co jest kluczowe dla osiągnięcia przez Polskę wymaganego poziomu produkcji "zielonej energii" w 2020 roku.
Po ostatnich deklaracjach Ministerstwa Energii cena ich wykupu spadła do historycznie niskiego poziomu- 24,82 zł/MWh. W 2011 roku były one wyceniane natomiast na 285 zł/MWh.
Na tak niską cenę złożyło się wiele czynników: do jednego worku wrzucone zostały np. elektrownie wodne i wszystkie inne zielone źródła, co przyśpieszyło nadprodukcję certyfikatów. System wprowadził de facto cenę maksymalną na bardzo wysokim poziomie – 300zł/MWh. To koszt opłaty zastępczej, która zwalnia z obowiązku wykupu certyfikatu. Doprowadziło to do nadprodukcji zielonej energii. W dodatku inwestorzy i spółki energetyczne zaczęły gromadzić certyfikaty, zamiast od razu je umarzać. Doprowadziło to do sytuacji, gdzie nieumorzone certyfikaty wystarczą na 2 lata ustawowego obowiązku, bez realnej produkcji energii z OZE.